wystawa

Klisze przechowuje się

Stefania Gurdowa
08.09 - 05.11 | 2023
  • Wiktorii 5

Oto odkrycie: na strychu jednej z kamienic w Dębicy znaleziono ponad tysiąc szklanych negatywów. Na większości widniały ekspresyjne portrety anonimowych osób, które mieszkały w okolicy w dwudziestoleciu międzywojennym. Początkowo niewiele dało się powiedzieć o autorce tych fotografii, choć jej inicjały i nazwisko pojawiały się na kliszach. Gdy jednak rozpoczęto poszukiwania, z cienia wyłoniła się postać niezwykła: samodzielna, konsekwentna, obdarzona talentem kobieta.

Na negatywach spotykamy głównie układy dwójkowe. Dawniej był to częsty, wynikający z oszczędności zwyczaj. Ta okoliczność, czysto technicznej natury, tworzy dzisiaj całkiem nowy kontekst odczytywania portretów. Postacie wchodzą ze sobą w osobliwe relacje: dziwią się niepomiernie albo przeciwnie: podejmują jakiś niemy dialog.

Co dzisiaj wiemy o autorce tych zdjęć? Stefania Gurdowa, z domu Czerny, urodziła się w 1888 roku w Bochni. Jeszcze przed I wojną światową uczyła się fotografii u Władysława Gargula, który swój zakład fotograficzny prowadził przy bocheńskim rynku. To tam poznała Annę i Elżbietę Gurdówny (również przyuczające się do zawodu fotografa) – wyszła za mąż za ich brata. Po ślubie przeprowadziła się z rodziną do Lwowa. Małżeństwo nie udało się jednak. Fotografka przeniosła się z córką Zofią do Dębicy, gdzie w latach 1921-1937 prowadziła zakład fotograficzny, z filiami w Mielcu, Ropczycach i Brzesku. W tamtych czasach fakt, że kobiety podejmują się tego fachu, nie był wcale tak oczywisty. Tymczasem Gurdowa zatrudniała nawet pracowników – wśród nich Feliksa Adama Czelnego, który po 1945 roku zasłynął dzięki dokumentacji zniszczonego Wrocławia. Pod koniec lat 30. fotografka znalazła się na Śląsku. Prowadziła zakłady w Dziedzicach i Myszkowie – w okresie okupacji zostały przejęte przez Niemców. Rodzinne przekazy głoszą, że w 1942 roku trafiła do Auschwitz, gdzie doczekała końca wojny. Zdążyła jeszcze spakować córkę i wnuczkę, które wyemigrowały do Francji. Choć po wojnie wróciły do Polski, długo nie pozostały w kraju.

Stefania Gurdowa po raz kolejny zaczęła życie na nowo, tym razem w Łodygowicach pod Żywcem. Przez kilkanaście lat opiekowała się wnuczką Basią (w przyszłości zostanie artystką), zanim ta dołączyła do matki. I oczywiście otworzyła kolejny zakład fotograficzny. Ci, którzy byli wówczas jej klientami, pamiętają świeże kwiaty w jej wyziębionym mieszkanku-pracowni i... całoroczną choinkę. Artystka zmarła w 1968 roku. Po jej śmierci zlikwidowano mieszkanie. Archiwum fotograficzne zostało wywiezione na śmietnik. Pozostał tylko ułamek twórczości. I pytanie, na które wciąż nie ma odpowiedzi: jak zbiór szklanych klisz znalazł się zamurowany w ścianie strychu jej dębickiej pracowni? Czy była to świadoma decyzja Stefanii Gurdowej? Przecież jako odpowiedzialna twórczyni wiedziała dobrze, że „klisze przechowuje się”.

Kurator wystawy: Andrzej Kramarz

Od czasu premierowej wystawy Stefanii Gurdowej podczas Miesiąca Fotografii w Krakowie w 2008 roku jej prace były prezentowane w Red Barn Gallery w Belfaście (Irlandia, 2010); M.A.X. Museo w Chiasso (Szwajcaria, 2013); Maui Arts & Cultural Center (Hawaje/USA, 2014); jak również w galeriach w Mielcu, Rzeszowie i Zamościu (2016), w Bochni (2022) i Wrocławiu (2023).

 

 

 

              

Powrót na początek strony